Logo
Szukaj
Witaj Nieznajomy

» Język
Pl
» Menu główne
Start
Filmy
Dramy
Ludzie Kina
Premiery kinowe
Premiery DVD
Recenzje
News
Forum
Użytkownicy
Linki
Statystyki
Kontakt

» Badź na bieżąco
Feed Wiadomości
Feed Ostatnio dodane

» Statystyki
Filmów: 561
Dram: 68
Ludzie Kina: 2738
Użytkowników: 2048
© 2008 - 2012 Wojciech Okuszko
Code: Neider
Design: PsiForm.net
The Red Shoes (2005) - 분홍신
5a7ec7321971a442
Ocena: 6.22/10 (23)

 
Widziało go już 28 osób +
Tytuł Przetłuamczony: Czerwone pantofelki
Tytuł IMDB: Bunhongsin
Światowa Premiera: 05-06-30
Premiera DVD: 06-11-01
Gatunek: Psychologiczny/ Dramat/ Horror
Czas Trwania: 103 min.
Dodany przez: krzysztov

Reżyseria
Kim Yong-gyoon

Scenariusz
Kim Yong-gyoon

Muzyka
Lee Byeong-woo

Obsada
Kim Hye-soo
Go Soo-hee
Jo Deok-jae
Sa Hyeon-jin
Park Yeon-ah
Kim Yeong-jun
Lee Eol
Kim Sung-soo
Jeon Hanssen
Park Pal-yeong


Opis:
Sun-jae rzuca niewiernego męża, wyprowadza się z córeczką i planuje zacząć wszystko od nowa. Niestety, zamiast spokoju, życie obu kobiet pogrąża się w otchłani paranoi i koszmaru - wszystko za sprawą pary seksownych, różowych pantofelków, które Sun-jae znalazła w wagonie metra. Szybko okazuje się, że najwidoczniej przeklęte buciki nie tylko doprowadzają ich właścicieli do szaleństwa, ale również potrafią zabić... "Czerwone pantofelki" to brawurowo zrealizowany koreański horror będący adaptacją słynnej baśni Hansa Christiana Andersena.

Źródło: Dystrybutor

Recenzje:

Jeszcze nikt nie dodał recenzji tego filmu. Bądź pierwszy

Galeria:
1580273a383743edF1de859af391206aC0c0df237d669829179115c550151ecfF8b2b148f535cc1e9ca74f3c46813c32E4a1169cf585921c33f615396b6e200f

Plakaty:
7aec7a6213ada0cdE699cc957da83ea45a7ec7321971a442

Tapety:


Trailery:




Komentarze: 1 - 10
krzysztov - 26 maja 2008 21:35:42 BST napisał

doceniam, myslo, Twoje poswiecenie, ale tak jak pisałem, mnie "The Red Shoes" podobało się najbardziej za trzecim razem, Tobie za drugim razem podobało sie bardziej niz za pierwszym, wiec .... :),zartuje, nie bede Cie zmuszał do trzeciego seansu horroru, tym bardziej, ze za drugim razem ponownie ogladałes ten film z nastawieniem na horror a nie na dramat psychologiczny, owszem "The Red Shoes" sa wpisane w konwencje ghost story, ale to tylko ramy, dla historii o wiele bardziej niekonwencjonalnej i glebszej
...no tak, ale zdaje sie, ze sie powtarzam i ze pisze po próznicy, nie mniej dzieki, ze dotrzymałes słowa i drugi raz zmierzyłes sie z filmem, który Ci sie nie spodobał, mnie pewnie by sie nie chciało

myslo - 1 maja 2008 22:02:29 BST napisał

obiecana pokuta (?) nadeszła. Właśnie ponownie skończyłem oglądać "The Red Shoes". Na wstępie napiszę, że każdy oglądany przeze mnie koreański film za drugim razem był o jedno niebo lepszy niż razem pierwszym. Dlatego prosze nie zarzucać mi zmiany stanowiska lub jego złagodzenia.

Zacznę od wyjątkowych stron bo jest ich kilka.
Coś na co zwróciłem największą uwagę oglądając ponownie film to muzyka, świetnie wpasowująca się w obraz rozgrywanych wydarzeń i po prostu straszna.
O Park Yeon-ah, czyli małej dziewczynce już pisałem ale jest warte powtórzenia. Ta mała to urodzona aktorka, jest tak naturalna w swojej roli, a przerażenie na jej twarzy w scenie w metrze zrobi na mnie wrażenie nawet za setnym razem.
Dorzucam dwie pierwsze rozmowy kochanków w klinice, kłótnie w tunelu i śmiech garbatej baby, bezcenne.

Sam film podzieliłbym na trzy części. Mamy część o mamusi, część o tatusiu i najgorsza z nich czyli historia czerwonych pantofelków.
Dwie pierwsze ściśle się łączą i mogłyby tworzyć oddzielny, dobry film. Mamy dramat kobiety samotnie wychowującej dziecko i próbującej jakoś poukładać sobie życie oraz gdzieś daleko, w oddali tajemnicę, która powoli wychodzi na jaw, zaczyna o sobie przypominać i nie daje spokoju.
Niestety, autorom było za mało, w dobrze już zapowiadającą się fabułę weszli ze swoimi brudnymi butami, różowymi. Tragedia sprzed 60 lat nie wiadomo dlaczego nagle ożywa, zaczyna robić zamieszanie, a wraz z nią wszystko co już widzialiśmy w koreańskich horrorach. Poza tym zauważyłem w niej kilka błędów logicznych.

Podsumowując, spaprali dobry film. Podejrzewam, że w oryginalnej wersji był taki jakim ja chciałbym go zobaczyć, ale komuś było za mało i wymusił dodanie pomylonego ducha (słowo pomylonego użyte umyślnie). Szkoda.

W pierwszym wpisie o Red Shoes napisałem, że boję się takich filmów, zdanie podtrzymuję, jak film ma być dla każdego to jest do niczego.

Nay - 20 kwietnia 2008 23:00:41 BST napisał

Film jest dobry, ale mógłby być bardzo dobry, gdyby twórcy byli bardziej zdecydowani w swojej wizji. Do tego fabuła ma parę istotnych dziur. Na plus wychodzi wyśmienita realizacja i aktorstwo, ale to już standard :P

krzysztov - 17 kwietnia 2008 18:09:07 BST napisał

każdy widzi, to co chce, a ja sie ciesze, ze dostrzegłem w "Red Shoes" o wiele wiecej niż tylko "banalnego przecietniaka", bo mam wiekszą radoche z ogladania, tym zas, którzy jedynie ślizgają się po powierzchni filmu - wspołczuje, no ale coż...kazdy widzi, to co chce, co pewnie ma tez swoje dobre strony

myslo - to nie tak, ze Ci cos zarzucam, ja sam widziałem "Red Shoes" trzy razy i najbardziej podobał mi sie za trzecim razem, po prostu niektóre filmy "załapują sie" za kolejnym seansem, wiec moze i w Twoim przypadku tak bedzie?
i miło, że nie należysz do osób, które upierają się dla samego upierania

hellraiser - 17 kwietnia 2008 16:46:14 BST napisał

Jeden z większych zawodów.
Spodziewałem się czegoś fajnego
A dostałem zwykły banalny przeciętniak z zrobionym bez pomysłu zakończeniem. I chyba "bez pomysłu" to główna cecha tega filmu. 5/10 za stronę techniczną

myslo - 17 kwietnia 2008 16:43:50 BST napisał

swoje komentarze piszę prawie zawsze na gorąco bo wydaje mi się to najbardziej sprawiedliwe. To bardzo dobrze, że podniosłeś rękawice @krzysztov bo ja lubię merytoryczne pogadanki. Zarzucasz mi nieuwagę podczas oglądania, OK. W ciągu tygodnia obejrzę go jeszcze raz i wydam ostateczny wyrok.

ps. przekonywać mnie możesz zawsze, nie należę do tych upartych (raz się komuś udało)

krzysztov - 17 kwietnia 2008 13:56:24 BST napisał

Oj, bedę bronił jednego z moich ulubionych koreańskich horrorów.
Bać sie nie masz czego, choćby dlatego, ze "Red Shoes" jest z 2005 r. a od tego czasu powstało kilka niezłych a nawet znakomitych horrorów ("Epitaph") i filmów z innych gatunków ("Secret Sunshine"). Nie wiem tez dlaczego boisz się filmu, któremu wystawiasz 6, czyli ocenę, która raczej nie uzasadniałaby Twego lęku. Radziłbym Ci też obejrzeć "Red Shoes" jeszcze raz, bez nastawiania się na typową ghost story, no i znacznie, znacznie uważniej. To co piszesz jest oczywiście Twoim prawem i Twoją opinią, ale najwidoczniej pogubiłeś się trochę. "Red Shoes" to przede wszystkim mroczny dramat psychologiczny o przekleństwie kobiecości, który całkiem zgrabnie balansuje między racjonalnym (obłed bohaterki) a irracjonalnym (msciwa zjawa) wyjaśnieniem całej historii. Zwróć uwagę na finał, gdy bohaterka jest raz pokazywana jako kompletnie obłakana a raz jako przerażoną, kochająca matka. Czy szaleństwo jest w bohaterce czy przychodzi z zewnatrz wraz z klątwą pantofelków? Same pantofelki są w filmie oczywiście "strasznym rekwizytem", ale ograniczenie ich roli tylko do tego jest uproszczeniem. Przede wszytkim to symbol kobiecości a zarazem katalizator wyzwalający ukrytą seksualność bohaterek. Zwróć uwagę na początek filmu, w jakich okolicznościach poznajemy głowną bohaterkę i jak jest przedstawiona. Co więcej cały motyw wyzwolonej kobiecej seskualności, a także do czego on doprowadza kobiety w tym filmie niezwykle ciekawie prezentuje się w kontekście azjatyckiej kultury i roli kobiety w azjatyckich społeczeństwach. Bardzo ciekawie prezentuje się też "Red Shoes" w kontekście teorii psychonalitycznej ( teoria osobowości, kompleks Elektry, symbolika czerwieni itp). Ech, w sumie mógłbym kilkustronicowy referat napisac o ukrytych znaczeniach w "Red Shoes", ale zdaje sobie sprawę, ze i tak Cie nie przekonam. I to mnie smuci. Bo "Red Shoes" zasługuje na znacznie więcej niż na pobieżny komentarz.
Ale pomijając treść jest to jeden z najpiekniej sfilmowanych horrorów a rola Kim Hye-su należy do jednych z najbardziej niesamowitych w koreańskim kinie grozy.

ps. krew spływała z sufitu, a nie ze ściany ;)

myslo - 17 kwietnia 2008 00:43:23 BST napisał

Zawód. Spodziewałem się ciekawej historii o duchach ze scenami grozy budowanymi przez 30 minut i niebanalnym zakończeniem. Dostałem ... mhmm opowieść o kobiecie z wyrzutami sumienia wplątanej w traumatyczną kontynuację wydarzeń romansu sprzed 60 laty o skrajnych zmianach emocjonalnych wychowującą córkę romansującą z architektem wnętrz próbującą na przekór siebie wyjaśnić o co chodzi z tymi cholernymi pantofelkami. Do całej historyjki dorzucono standardowo scenę w windzie, ciemnym korytarzu, wspomniany już czerwony śnieg, migające i wybuchające żarówki, trochę krwi ze ścian, itp.

W całym filmie broni się tylko gra tej małej dziewczynki.

Boję się takich filmów, boję się, że takich filmów będzie więcej, że to początek końca dobrego kina koreańskiego. 6.

krzysztov - 3 marca 2008 18:55:23 GMT napisał

Krwistoczerwone płatki śniegu, to chyba jeden z ulubionych koreańskich patentów :).Widziałem je w "Red Shoes", "The Cut" i "Epitaph" i o ile mnie pamięc nie myli w "...ing". Ale najefektowniej wypadły w "Epitaph' :)

Sakebi - 3 marca 2008 18:29:13 GMT napisał

Właśnie chciałam sie za film zabrać, a tu proszę... jest. :)
Powiem tyle - film podobał mi się. Ma kilka ciekawych pomysłów. Scena, która najbardziej zapadła mi w pamięci, to krwistoczerwone płatki śniegu. Bardzo efektowne.
Podoba mi się także, że nie jest to typowy 'straszak'. Pokazuje raczej lęk przed ludzką naturą.
Daję 7, bo rozczarowało mnie nieco zakończenie filmu.


Aby dodać komentarz musisz być zalogowany