Logo
Szukaj
Witaj Nieznajomy

» Język
Pl
» Menu główne
Start
Filmy
Dramy
Ludzie Kina
Premiery kinowe
Premiery DVD
Recenzje
News
Forum
Użytkownicy
Linki
Statystyki
Kontakt

» Badź na bieżąco
Feed Wiadomości
Feed Ostatnio dodane

» Statystyki
Filmów: 561
Dram: 68
Ludzie Kina: 2738
Użytkowników: 1788
© 2008 - 2012 Wojciech Okuszko
Code: Neider
Design: PsiForm.net
Dodaj własną recenzję

I'm a Cyborg, But That's OK (2006) - 싸이보그지만 괜찮아
Użytkownik: krzysztov
Data: 2 lipca 2008 13:01:22 UTC
Park Chan-wook i wariaci

Spore zaskoczenie musiało wywołać ogłoszenie przez Park Chan-wooka, że po zakończeniu słynnej „trylogii zemsty”, jego następnym filmem będzie komedia science-fiction, której akcja toczy się w szpitalu psychiatrycznym. Sęk, w tym, że zapowiedzi te nie do końca się sprawdziły. Do jakiej bowiem gatunkowej szufladki wrzucić „I'm a Cyborg, But That's OK.”? Jak na komedię, to niewiele w niej scen zabawnych, jak na kino fantastyczno-naukowe, za dużo tu absurdu i surrealizmu, a za mało racjonalizmu objaśniającego, zgodnie z konwencją SF, prezentowane w filmie wydarzenia. Ktoś może zapytać: czy to takie ważne, pod jaki gatunek podczepić film Chan-wooka, zwłaszcza, że jak przystało na czołowego koreańskiego postmodernistę nie za bardzo zważa on na gatunkowe reguły? Ważne, ponieważ gatunek określa adresata filmu. A mam wrażenie, że jednym z powodów, dla których „I'm a Cyborg, But That's OK.” nie do końca się udał, jest fakt, że nie wiadomo czym jest i dla kogo ten film został zrealizowany. Jeśli nie wiadomo, zawsze pozostaje słowo wytrych - postmodernistyczna groteska.

Bardzo lubię groteski i nie mam nic przeciwko postmodernizmowi. Co więcej groteskę, którą przedstawia Chan-wook i postmodernizm, który uprawia, bardzo mi odpowiadają. Twórca „Oldboya” ma bowiem nieco szaloną, komiksową wyobraźnię i trochę już jej zademonstrował w „trylogii zemsty”, zwłaszcza w „Pani Zemście”, lecz to co oglądamy w„I'm a Cyborg, But That's OK.” to prawdziwa eksplozja, uwolnionej z artystycznych ( i pewnie) finansowych ograniczeń, nieokiełznanej wyobraźni reżysera. Filmy Chan-wooka, zawsze od strony wizualnej imponowały feerią barw, ruchliwą kamera, niesamowitymi kątami jej ustawienia, błyskotliwym, teledyskowym montażem i pełną nietuzinkowej inwencji inscenizacją scen. To wszystko znajdziemy w omawianym filmie, lecz w rozmiarze XXL. Wizja świata przedstawionego jest oszałamiająca, a scen niezwykłych, zachwycających surrealizmem i szalonymi pomysłami jest tutaj całe mnóstwo. Można by cytować jedną po drugiej. Problem jednak w tym, że nie za bardzo chcą się one złożyć w spójną, równie efektowną co strona wizualna, opowieść. Można by sobie tłumaczyć, że Chan-wook snuje swą historię o miłości miedzy dwojgiem chorych psychicznie ludzi spoglądając na nich nie zewnątrz, ale od wewnątrz. To by się nawet zgadzało, bo świat schizofreników, a bohaterowie niewątpliwie należą do tej kategorii chorych, zwłaszcza w fazie olśnienia, jest niezwykle kolorowy, żywy, pulsujący, sprawiający wrażenie, jakby odsłonił przed chorymi, skrzętnie do tej pory skrywane wszystkie tajemnice. A taki jest świat bohaterów filmu. Jeżli taka była koncepcja, to chyba jednak zabrakło konsekwencji. Chan-wook nie rezygnuje bowiem także z obiektywnego opisu rzeczywistości, to z niej dowiadujemy się, że zemsta Young-goon zrealizowała się tylko w jej chorym umyśle, a ona sama nie jest maszyną do zabijania, lecz ciężko podupadającą na zdrowiu młodą dziewczyną.

Mam wrażenie, że fabuła, gdyby reżysera nie poniosła wyobraźnia i tyle uwagi nie poświecił na jej przełożenie na filmowe obrazy, wypadłaby znacznie bardziej przekonująco. A tak, gdzieś, w tych szalonych wizjach, ucieka zasadniczy sens filmu. Wyczytałem, że Chan-wook powraca w tym filmie do tematu niemożności porozumienia, do trudności w komunikowaniu się ludzi między sobą. Może. Lekarze nie potrafią nawiązać kontaktu ze swymi pacjentami, pacjenci nie potrafią nawiązać kontaktu z realną rzeczywistością, tylko Il-soon`owi ( w tej roli nadspodziewanie dobry Rain, wielka gwiazda K-popowej sceny ) udaje się dotrzeć do Young-goon (pięknie zagrała tą postać Im Soo-yeong). A udaje mu się przebić przez mur obłędu bohaterki, dzięki, oczywiście, miłości. Zresztą przebicie nie jest szczególnie imponujące. Young-goon przekonana, że zwykły pokarm może zaszkodzić cyborgowi, za którego się uważa, przestaja po prostu jeść Il-soon sprawił, że w końcu zaczęła przyjmować posiłek. Cóż, wzruszające. Szkoda jednak, że cała historia nie przekonuje, jej sens rozmywa się w nadmiarze efektownych scen , istniejących trochę dla samych siebie. Z czasem oglądanie dziwacznie się zachowujących wariatów, zbyt wymyślnych, by mogli być prawdziwi i rzeczywiście nas swoim smutnym losem przejąć, zaczyna nużyć. Cóż zabrakło umiaru....Ale może dlatego wielu osobom „I'm a Cyborg, But That's OK.” przypadł do gustu. Dla mnie więcej niż 6, byłoby właśnie brakiem umiaru.

autor: krzysztov