» Język
» Menu główne
Start
Filmy
Dramy
Ludzie Kina
Premiery kinowe
Premiery DVD
Recenzje
News
Forum
Użytkownicy
Linki
Statystyki
Kontakt
Filmy
Dramy
Ludzie Kina
Premiery kinowe
Premiery DVD
Recenzje
News
Forum
Użytkownicy
Linki
Statystyki
Kontakt
» Badź na bieżąco
» Statystyki
Filmów: 561
Dram: 68
Ludzie Kina: 2738
Użytkowników: 1788
Dram: 68
Ludzie Kina: 2738
Użytkowników: 1788
Dodaj własną recenzję
The Fox Family (2006) - 구미호 가족
Użytkownik: krzysztov
Data: 2 lipca 2008 13:13:48 UTC
Co ma wspólnego lis z Koreą A no to, że w Korei lis zwany kumiho (gumiho - czyli w potocznym tłumaczeniu „lis o dziewięciu ogonach”) jest jednym z najpopularniejszych bohaterów legend i opowieści. Na Dalekim Wschodzie lisy zresztą pojawiają się także w folklorze Japonii (kitsune) i Chin (huli jing). Mimo różnych nazw, każdy z nich wyposażony jest w nadnaturalne moce i nie różni się zbytnio między sobą. Najbardziej znacząca różnica polega na tym, że koreański kumiho uosabia zło - w przeciwieństwie do tradycji wschodnioazjatyckich krajów, wedle której lisy w większości przypadków utożsamiane są z dobroczynnymi mocami. Kumiho należy do „zmiennokształtnych” - kategorii istot nadprzyrodzonych, które potrafią swobodnie zmieniać swój wygląd, najczęściej przeobrażając się w zwodniczo piękne kobiety. Legendy mówią, że ostateczna metamorfoza w człowieka nastąpi dopiero po tysiącu latach. Przez ten kawałek czasu, aby przetrwać, kumiho zmuszone były się żywić wątrobą żywego człowieka (choć czytałem, że te bardziej zdegenerowane lub bardzo głodne zapuszczały się nawet na cmentarze). Co by więc nie powiedzieć, nie były one istotami, z którym człowiek chciałby się spotkać. Koreańskie kino jednak przedstawiało kumiho w wersji znacznie złagodzonej melodramatyczną formuła. Telewizyjny mini-serial „Kumiho woejeon” z 2004 r. czy kinowy „Gumiho” z 1994 r. koncentrowały się na tragicznej miłości między kumiho a człowiekiem.
Twórcy pochodzącego z 2006 r. „The Fox Family” obrali, na szczęście, inną drogę. Reżyser tego filmu, debiutant, Lee Hyeong-gon, co prawda, podobnie jak jego poprzednicy zrezygnował ze stricte horrorowego tonu, lecz nie stworzył kolejnego melodramatu. W dość też wyjątkowy sposób potraktował legendę o kumiho - służy ona za dramaturgiczną oś wydarzeń - bohaterowie oczekują na zaćmienie księżyca, by definitywnie przemienić się w ludzi. Żeby jednak dotrwać to tego szczególnego dla nich dnia, muszą się żywić ludzkimi wątrobami. Co jednak poradzić, jeśli rodzinka kumiho to nieudacznicy że aż żal? Tą dramaturgiczną podstawą obudowuję Hyeon-gon tętniąca energią, niezwykle zabawną, znakomicie zrealizowaną, czarną komedię przyprawioną...musicalem oraz całą masą odniesień do innych filmowych gatunków: thrillera, horroru, kina akacji, dramatu społecznego, melodramatu. Dla widzów kina azjatyckiego, gatunkowe mieszanki to nie pierwszyzna, ale sztuka żonglowania, często odmiennymi konwencjami, niestety, nie zawsze się udaje. A po nieumiejętnym mieszaniu kac tylko - jak mawiają stali bywalcy suto zakrapianych imprez. Na szczęście, Hyeong-gon oraz scenarzyści filmu: Park Eun-ah i Jeon Hyeon-jin znają się na rzeczy i kac z pewnością nam nie grozi. „The Fox Family” to przykład wzorcowego melanżu konwencji i stylistyk, z wielkim wyczuciem połączonych w prawdziwie wybuchową mieszanką.
Prolog filmu przywodzi na myśl kino drogi, kolejne sceny przynoszą elementy makabreski w stylu „Rodziny Adamsów”, zanim ochłoniemy, otrzymujemy kilka popisowo zaaranżowanych numerów wokalno-muzycznych w wykonaniu aktorów - co warto podkreślić - potrafiących autentycznie śpiewać. Zresztą skoro już jesteśmy przy składniku musicalowym „The Fox Family”, należy pochwalić także choreografów, kompozytora i autora tekstów. Jeśli wspomnę, że nad stroną muzyczną czuwał Lee Byung-hoon („,Sympathy for Mr. Vengeance”, „R-Point”, „Three, Monster”), to łatwo sobie wyobrazić klasę prezentowanych utworów i ich różnorodność. Piosenki, które śpiewają aktorzy to inteligentnie sparodiowane, pełne intertekstualnych odniesieś (np. utwór o potędze pieniędzy niewątpliwie nawiązuje do słynnych „Money, money” wykonywanych przez Lizę Minelli w filmie Boba Fose`a „Kabaret”). Są piosenki utrzymane w tonacji rockowej, dansingowej, K-popowej a nawet hip-hopowej. Inscenizacja niektórych numerów tanecznych imponuje pomysłowością (jeden z nich rozgrywa się podczas ulicznej demonstracji). Krótko mówiąc, gatunek, który do tej pory starałem się unikać, jak ognia, udał się w „The Fox Family” wybornie, a mnie zainteresował. Zresztą, dzięki potraktowaniu całej historii z wielkim przymrużeniem oka i inteligencją, także składniki pozostałych konwencji, wypadły świeżo i nietuzinkowo. Interesująco prezentuje się na przykład postać seryjnego mordercy - chyba w żadnym innym filmie nie spotkamy się z tak oryginalnym psychopatycznym mordercą.
Właśnie, poczucie humoru. Przy całej swej kalejdoskopowej różnorodności to ono zapewnia obrazowi Hyeong-gona spójność, świeżość i energetyzującą moc. Humor, nie jest wprawdzie nazbyt wyrafinowany, lecz prezentuje o niebo wyższy poziom niż „dzieła” w rodzaju „100 Days With Mr Arogant”. Moim faworytem jest scena w wagonie metra, gdy starsza córka używa swych wdzięków, by uwieść samotnego pasażera, który jest… Ale tego rodzaju scen czy ujęć jest znacznie więcej (np. gdy inspektor policji drapie się po głowie ręką...odciętą, ręką trupa). Oczywiście jest to humor czarny, a nawet bardzo czarny, nierzadko pikantny, a w odczuciu zachodniej mentalności - niesmaczny i obrazoburczy (np. gdy z luksusowej limuzyny rodzina wyrzuca na bruk staruszkę albo gdy demonstranci toczą taneczny „pojedynek” z uzbrojonymi po zęby policjantami). Ale właśnie dzięki nieco anarchicznemu posmakowi humoru, „The Fox Family” nie jest kolejną nudną, grzeczną komedią romantyczną.
Podsumujmy: błyskotliwa realizacja, gatunkowa różnorodność, umiejętny melanż konwencji, inteligentny pastisz musicalu i kina grozy, odważny humor - oto fundamenty sukcesu obrazu Hyeong-gona. Fundamenty, owszem, ale nie wszystkie.„The Fox Family” nie udałby się, gdyby nie aktorzy, z wielkim wdziękiem i talentem wcielający się w postaci swoich bohaterów. Aktorska obsada na czele z weteranem Joo Hyeon`em („Lie”, „Friend”, „A Family”) zaimponowała przede wszystkim taneczno-wokalnymi zdolnościami i wyczuciem nieustannie zmieniającej się konwencji. Nie tylko się nie pogubili w różnych stylistykach, lecz ani przez chwilę ich bohaterowie nie trącą fałszem czy sztucznością. Nie byłbym sobą, gdybym nie zwrócił uwagi na Park Si-yeon, odtwarzającą postać starszej córki Pana Lisa. Poza talentem wyróżnia ją bowiem wyjątkowa uroda - nic dziwnego Si-yeon to była Miss Korei i Seulu. Przy okazji nie pierwsza to koreańska aktorka, która przeczy rozpowszechnionemu stereotypowi, że jak ładna to beztalencie. Si-yeon wspaniale śpiewa (już od dziecka), wspaniale się porusza ( patrz: scena w wagonie metra) i wspaniale odnalazła się w roli uwodzicielskiej Lisicy, która zakochuje się w śmiertelniku.
A żeby nie było wątpliwości, że „The Fox Family” zasłużył na ocenę „osiem”, to dodam na końcu, że tempo filmu jest tak szybkie, że nie ma miejsca na choćby chwilę znudzenia. Jest za to całe mnóstwo miejsca na nieszablonową, wyśmienitą rozrywkę.
The Fox Family (2006) - 구미호 가족
Użytkownik: krzysztov
Data: 2 lipca 2008 13:13:48 UTC
The Fox Show
Co ma wspólnego lis z Koreą A no to, że w Korei lis zwany kumiho (gumiho - czyli w potocznym tłumaczeniu „lis o dziewięciu ogonach”) jest jednym z najpopularniejszych bohaterów legend i opowieści. Na Dalekim Wschodzie lisy zresztą pojawiają się także w folklorze Japonii (kitsune) i Chin (huli jing). Mimo różnych nazw, każdy z nich wyposażony jest w nadnaturalne moce i nie różni się zbytnio między sobą. Najbardziej znacząca różnica polega na tym, że koreański kumiho uosabia zło - w przeciwieństwie do tradycji wschodnioazjatyckich krajów, wedle której lisy w większości przypadków utożsamiane są z dobroczynnymi mocami. Kumiho należy do „zmiennokształtnych” - kategorii istot nadprzyrodzonych, które potrafią swobodnie zmieniać swój wygląd, najczęściej przeobrażając się w zwodniczo piękne kobiety. Legendy mówią, że ostateczna metamorfoza w człowieka nastąpi dopiero po tysiącu latach. Przez ten kawałek czasu, aby przetrwać, kumiho zmuszone były się żywić wątrobą żywego człowieka (choć czytałem, że te bardziej zdegenerowane lub bardzo głodne zapuszczały się nawet na cmentarze). Co by więc nie powiedzieć, nie były one istotami, z którym człowiek chciałby się spotkać. Koreańskie kino jednak przedstawiało kumiho w wersji znacznie złagodzonej melodramatyczną formuła. Telewizyjny mini-serial „Kumiho woejeon” z 2004 r. czy kinowy „Gumiho” z 1994 r. koncentrowały się na tragicznej miłości między kumiho a człowiekiem.
Twórcy pochodzącego z 2006 r. „The Fox Family” obrali, na szczęście, inną drogę. Reżyser tego filmu, debiutant, Lee Hyeong-gon, co prawda, podobnie jak jego poprzednicy zrezygnował ze stricte horrorowego tonu, lecz nie stworzył kolejnego melodramatu. W dość też wyjątkowy sposób potraktował legendę o kumiho - służy ona za dramaturgiczną oś wydarzeń - bohaterowie oczekują na zaćmienie księżyca, by definitywnie przemienić się w ludzi. Żeby jednak dotrwać to tego szczególnego dla nich dnia, muszą się żywić ludzkimi wątrobami. Co jednak poradzić, jeśli rodzinka kumiho to nieudacznicy że aż żal? Tą dramaturgiczną podstawą obudowuję Hyeon-gon tętniąca energią, niezwykle zabawną, znakomicie zrealizowaną, czarną komedię przyprawioną...musicalem oraz całą masą odniesień do innych filmowych gatunków: thrillera, horroru, kina akacji, dramatu społecznego, melodramatu. Dla widzów kina azjatyckiego, gatunkowe mieszanki to nie pierwszyzna, ale sztuka żonglowania, często odmiennymi konwencjami, niestety, nie zawsze się udaje. A po nieumiejętnym mieszaniu kac tylko - jak mawiają stali bywalcy suto zakrapianych imprez. Na szczęście, Hyeong-gon oraz scenarzyści filmu: Park Eun-ah i Jeon Hyeon-jin znają się na rzeczy i kac z pewnością nam nie grozi. „The Fox Family” to przykład wzorcowego melanżu konwencji i stylistyk, z wielkim wyczuciem połączonych w prawdziwie wybuchową mieszanką.
Prolog filmu przywodzi na myśl kino drogi, kolejne sceny przynoszą elementy makabreski w stylu „Rodziny Adamsów”, zanim ochłoniemy, otrzymujemy kilka popisowo zaaranżowanych numerów wokalno-muzycznych w wykonaniu aktorów - co warto podkreślić - potrafiących autentycznie śpiewać. Zresztą skoro już jesteśmy przy składniku musicalowym „The Fox Family”, należy pochwalić także choreografów, kompozytora i autora tekstów. Jeśli wspomnę, że nad stroną muzyczną czuwał Lee Byung-hoon („,Sympathy for Mr. Vengeance”, „R-Point”, „Three, Monster”), to łatwo sobie wyobrazić klasę prezentowanych utworów i ich różnorodność. Piosenki, które śpiewają aktorzy to inteligentnie sparodiowane, pełne intertekstualnych odniesieś (np. utwór o potędze pieniędzy niewątpliwie nawiązuje do słynnych „Money, money” wykonywanych przez Lizę Minelli w filmie Boba Fose`a „Kabaret”). Są piosenki utrzymane w tonacji rockowej, dansingowej, K-popowej a nawet hip-hopowej. Inscenizacja niektórych numerów tanecznych imponuje pomysłowością (jeden z nich rozgrywa się podczas ulicznej demonstracji). Krótko mówiąc, gatunek, który do tej pory starałem się unikać, jak ognia, udał się w „The Fox Family” wybornie, a mnie zainteresował. Zresztą, dzięki potraktowaniu całej historii z wielkim przymrużeniem oka i inteligencją, także składniki pozostałych konwencji, wypadły świeżo i nietuzinkowo. Interesująco prezentuje się na przykład postać seryjnego mordercy - chyba w żadnym innym filmie nie spotkamy się z tak oryginalnym psychopatycznym mordercą.
Właśnie, poczucie humoru. Przy całej swej kalejdoskopowej różnorodności to ono zapewnia obrazowi Hyeong-gona spójność, świeżość i energetyzującą moc. Humor, nie jest wprawdzie nazbyt wyrafinowany, lecz prezentuje o niebo wyższy poziom niż „dzieła” w rodzaju „100 Days With Mr Arogant”. Moim faworytem jest scena w wagonie metra, gdy starsza córka używa swych wdzięków, by uwieść samotnego pasażera, który jest… Ale tego rodzaju scen czy ujęć jest znacznie więcej (np. gdy inspektor policji drapie się po głowie ręką...odciętą, ręką trupa). Oczywiście jest to humor czarny, a nawet bardzo czarny, nierzadko pikantny, a w odczuciu zachodniej mentalności - niesmaczny i obrazoburczy (np. gdy z luksusowej limuzyny rodzina wyrzuca na bruk staruszkę albo gdy demonstranci toczą taneczny „pojedynek” z uzbrojonymi po zęby policjantami). Ale właśnie dzięki nieco anarchicznemu posmakowi humoru, „The Fox Family” nie jest kolejną nudną, grzeczną komedią romantyczną.
Podsumujmy: błyskotliwa realizacja, gatunkowa różnorodność, umiejętny melanż konwencji, inteligentny pastisz musicalu i kina grozy, odważny humor - oto fundamenty sukcesu obrazu Hyeong-gona. Fundamenty, owszem, ale nie wszystkie.„The Fox Family” nie udałby się, gdyby nie aktorzy, z wielkim wdziękiem i talentem wcielający się w postaci swoich bohaterów. Aktorska obsada na czele z weteranem Joo Hyeon`em („Lie”, „Friend”, „A Family”) zaimponowała przede wszystkim taneczno-wokalnymi zdolnościami i wyczuciem nieustannie zmieniającej się konwencji. Nie tylko się nie pogubili w różnych stylistykach, lecz ani przez chwilę ich bohaterowie nie trącą fałszem czy sztucznością. Nie byłbym sobą, gdybym nie zwrócił uwagi na Park Si-yeon, odtwarzającą postać starszej córki Pana Lisa. Poza talentem wyróżnia ją bowiem wyjątkowa uroda - nic dziwnego Si-yeon to była Miss Korei i Seulu. Przy okazji nie pierwsza to koreańska aktorka, która przeczy rozpowszechnionemu stereotypowi, że jak ładna to beztalencie. Si-yeon wspaniale śpiewa (już od dziecka), wspaniale się porusza ( patrz: scena w wagonie metra) i wspaniale odnalazła się w roli uwodzicielskiej Lisicy, która zakochuje się w śmiertelniku.
A żeby nie było wątpliwości, że „The Fox Family” zasłużył na ocenę „osiem”, to dodam na końcu, że tempo filmu jest tak szybkie, że nie ma miejsca na choćby chwilę znudzenia. Jest za to całe mnóstwo miejsca na nieszablonową, wyśmienitą rozrywkę.

